Run Race Team



Jesienna zgnilizna

Share

Pogoda towarzysząca III Półmaratonowi Tarczyńskiemu daleka była od piknikowej - 15 stopni Celsjusza i wilgoć. Sam nie wiem, czy był to jeszcze mgielny opar, czy już mżawka. Mając doświadczenie ze startami wyłącznie przy mniejszej lub większej żarówie, już po starcie, powitałem tę aurę ze sporym entuzjazmem. Ów entuzjazm przybierał na sile z każdym kilometrem trasy. Jej przebieg okazał się bowiem nad wyraz przyjazny. Owszem, sporo było podbiegów (i to całkiem długich), nie miały one jednak kastrującego charakteru. Pozwalały pruć bez zwalniania tempa i bez obawy, że zakwasi się mięśnie i podbije tętno. W sumie najbardziej dawał się we znaki ostatni z nich, na przedostatnim kilometrze trasy. Startujący mogli też doświadczyć łaskawości licznych długich i łagodnych zbiegów, które pozwalały odpocząć lub podkręcić nieco czas. Dopełniając opisu trasy, warto wspomnieć o jej malowniczości. Oczywiście jak na mazowieckie warunki. Prowadziła przez sady i lasy, mijało się wioski i stawy hodowlane. Człowiek myślał sobie: “W dupę! Jestem jak Scott Jurek”, co natychmiast przekładało się na wydłużenie kroku i zwiększenie kadencji. Na koniec kilka słów na temat organizacji imprezy. Była minimalistycznie nieprzegięta, ale przyzwoita zarazem. Nieznaczna liczba startujących (700 dusz) pozwalała uniknąć tłoku na trasie i np. swobodne cięcie zakrętów. Medale ładne, makaron świderki z gulaszem po biegu niedoprawione, lecz całkiem zjadliwe. Jednyną rzeczą, która nie zdała egzaminu okazały się numery startowe. Były to zwykłe kartki, które masowo nie wytrzymywały próby wodnej, czyli działania mżawki i potu, przez co odpadały z agrawek. Zgubiwszy numer, bałem się, że nie odbiorę bambetli z depozytu, ale wydali mi je, gdy podałem tajne hasło, czyli mój numer. Chwała opatrzności, że nie wydano ich komuś, kto podałby ów numer wcześniej. Puentując te wypociny, polecam połówkę w Tarczynie tym, którzy tam się nie zabłąkali, a i sam zamierzam ją powtórzyć za rok. Zdecydowanie wolę takie kameralne imprezki niż wielotysięczne spędy i walkę o to, żeby mieć gdzie postawić kolejny krok na asfalcie.

.